GlobalEconomy.pl

Wydawnictwo Instytutu Analiz i Prognoz Gospodarczych
przy Fundacji Nauki Śląskiej

PROBLEMY WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA - ZAGROŻENIA DEMOGRAFICZNE (4.06)

Wielu ekspertów prezentuje pogląd, że obecnych zmian w światowej gospodarce i jej problemów nie da się zrozumieć tylko w oparciu o klasyczną wiedzę ekonomiczną. Uważają oni, że dziś w świecie występują dwa dominujące procesy: zmiany demograficzne oraz globalizacja i to właśnie od nich należy zaczynać zastanawianie się nad tym, jaki będzie w przyszłości ten nasz świat i jego gospodarka. My proponujemy spojrzeć z kilku punktów widzenia na styk demografii i gospodarki.
 
1. Obserwując nasze bliższe i dalsze otoczenie i to, co w nim się dzieje nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami o bieżących wydarzeniach i sprawach, tak większego, jak i mniejszego kalibru. Zalewa­ni też jesteśmy komunikatami o sprawach mało, a nawet zupełnie nieistotnych. Tych ostatnich jest najwięcej, chociaż w nie­wiele czasu później nie mają one już prawie żadnego, praktycznego znaczenia, są bezwartościowe. Bombardują nas newsy ze świata polityki, gospodarki, czy kultury i prawie każdy z nas ma spore trudności z ich selekcją, weryfikacją i hierarchizacją, nie mówiąc już o prawidło­wym odczytaniu mechanizmów, które tymi wydarzeniami rządzą.

Konieczność bieżącego ich skomentowania, a także ustosun­kowania się do nich odbywa się zazwyczaj pod silną presją uciekającego czasu, co nie stwarza sprzyjających warunków dla spojrzenia z większego dystansu na światową gospodarkę i procesy w niej zachodzące.

Powszechnie mówi się, że dziś mamy do czynienia z dynamicznymi procesami globalizowania się światowej gospodarki lecz mówiąc o jej przyszłości niesłusznie pomija się wpływ na nią innych ważnych czynników. Spójrzmy na jeden z nich, przyglądnij­my się problemom demograficznym Polski, Europy i świata lecz analizując je starajmy się pamiętać, że zmiany w tym obszarze mają swoją dynamikę, są wolnozmienne i aby je docenić, trzeba na nie spoglądać z odpowiedniej perspektywy czasowej. W na­szej ocenie niepokojące jest to, że problemy te rzadko pojawiają się w wystąpieniach polityków, co można tłumaczyć tym, że są pochłonięci głównie bieżącymi wydarzeniami, rzadko wybiegają swoimi programami działania w przód na kilkanaście i więcej lat. W ich działaniu liczy się bowiem dziś i bliskie jutro.


2. Upraszczając nieco rozważany problem można powiedzieć, że pierwsze kilkanaście wieków naszej ery charakteryzowały się stosunkowo niewielkimi zmianami w długości ludzkiego życia. Mieściło się ono do IXX wieku w przedziale 27-30 lat. Jednak w XX wieku nastąpiła istotna zmiana, w 1950 roku średnia ludzkiego życia wyniosła ok. 47 lat, a w 2000 roku wzrosła już do 65 lat. Prognozuje się, że pod koniec obecnego stulecia średnia długość ludzkiego życia przekroczy 80 lat.

Także systematycznie zmienia się wielkość rodzin. W ciągu dwóch poprzednich wieków, do 1950 roku rodziny były wielodzietne, dominował model rodziny posiadającej średnio 5-6 dzieci. Ostatnie półwiecze to szybki spadek tego wskaźnika i dzisiaj na rodzinę przypada zaledwie dwoje dzieci, z tendencją do dalszej obniżki. Oczywiście mówimy o wartościach średnich co oznacza, że wskaźnik ten zmienia się w zależności od kontynentu i kraju, poziomu życia i kultury społeczeństwa. W tym zakresie można jednak mówić o pewnej prawidłowości, że im niższy poziom rozwoju gospodarczego, tym liczba dzieci w rodzinie jest wyższa. Rezultatem tych zmian jest dziś inna struktura ludnościowa według wieku ludzi. Osoby poniżej 15 roku życia stanowią dziś ok. 30% całej ludności i według prognoz w ciągu najbliższego 50-lecia wskaźnik ten spadnie do ok. 20%. Równocześnie osób w wieku powyżej 65 lat w roku 2000 była na poziomie ok.7%, a w 2050 może wzrosnąć nawet do 16%.

Bez emigrantów z innych rejonów świata liczba ludności w unijnej "25" przestałaby rosnąć. W ciągu okresu 1970-2000 liczba osiedlających się w Europie przewyższyła liczbę emigrantów o 17 milionów. W minionym roku w krajach "25" osiedliło się o prawie 1,7 mln osób więcej osób spoza UE, niż z niej wyjechało i to głównie dzięki nim zjednoczona Europa wciąż zawdzięcza prawie cały wzrost zaludnienia i ten trend prawdopodobnie nasili się jeszcze w najbliższych latach. Prognozuje się, że w ciągu najbliższych 20 lat populacja krajów Unii Europejskiej wzrośnie zaledwie o 2%. Polki, Czeszki i Słowenki rodzą dziś najmniej w Europie, bo tylko jedno dziecko. To zapowiedź klęski demograficznej. Polki także odkładają na późniejszy okres decyzję o po­tomstwie, albo nigdy jej nie podejmują.

3. Europejskie społeczeństwa starzeją się, szybko zmienia się ich struktura demograficzna. W okresie od 2005 do 2050 roku udział ludzi (według prognoz Eurostat-u) po 65 roku życia wzrośnie z 17% do 30%, udział ludzi poniżej 24 roku życia spadnie z 30% do 23%. W Polsce obecnie 13% ludności jest w wieku emerytalnym, w 2020 roku wskaźnik ten wzrośnie do ok. 25%, a w 2035 emerytem będzie już co trzeci Polak (co jest wynikiem także obowiązujących u nas przepisów). W Polsce w 2005 roku średnio w wieku 58,7 lat mężczyzna przechodzi na emeryturę, a kobiety robiły to w wieku 56 lat i są to najniższe wyniki w kra­jach OECD i UE. Aktywnych zawodowo w wieku 55-64 lata jest 26,2% Polaków (podczas gdy w Unii – ok. 40%, a w USA nawet 60%). Ujemny przyrost naturalny i kontynuacja takiej sytuacji grozi kiedyś bankructwem systemu ubezpieczeń, a w konsekwen­cji silnym obniżeniem wypłacanych emerytur. Ta tendencja nie tylko może być katastrofalna dla finansów państwa, więc nie może sobie ono pozwolić bierność w tym zakresie i dobrowolnie rezygnować z aktywnego udziału tej grupy ludzi w życiu gospodarczym i społecznym.

Koszty takiego stanu są duże i będą wzrastały, a nie myślimy tu tylko o konieczności comiesięcznych wypłat zasiłków czy też wcześniejszych emerytur, nie myślimy tu także o utracie przez państwo wpływów z podatków od zapłaty za ich pracę. Znacznie poważniejsze koszty wynikają z utraty możliwości wynikających z tego, co jeszcze reprezentują ludzie po 50-tym roku życia, są to straty wynikające z niewykorzystania ich potencjału. A jest to duży potencjał wiedzy i doświadczenia zgromadzony przez dziesiątki lat życia oraz tego, co nazywać można mądrością życiową.

Nie można powiedzieć dziś, że są sprzyjające warunki dla pracy ludzi w wieku zbliżonym do emerytalnego. Od wielu już lat do dnia dzisiejszego mamy do czynienia z ukrytą dyskryminacją ze względu na wiek. Trwa to w dalszym ciągu mimo, że od 1997 roku obowiązuje w Unii dyrektywa precyzująca antydyskryminacyjne przepisy (przyjęto ją wraz z przyjęciem Traktatu Amster­damskiego) stanowiące do dziś podstawę prawną do zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, religię, niepełnosprawność, orientację seksualną, a także na wiek. W odniesieniu do zatrudnienia przyjęte reguły przeciwsta­wiają się dyskryminacji w rekrutacji, pośrednictwie pracy, dostępie do szkoleń, awansu, warunków zatrudniania, zwalniania, wynagradzania.

Parlament Europejski doszedł do wniosku, że najlepiej można sobie poradzić z obecnymi zmianami demograficznymi aktywnie zajmując się polityką rodzinną , oraz promowaniem uczestnictwa osób starszych w rynku pracy. Unijni politycy uważają, że można zmienić obecną sytuację przez np. uelastycznienie czasu pracy, promocję pracy w domu (tzw. telepraca), prorodzinny system podatkowy. Ich zdaniem starsi pracownicy w równym stopniu jak ludzie młodzi powinni mieć możliwość dostępu do szkoleń zawodowych. Badaniom tych zagrożeń i sprawom zatrudnienia osób starszych Unia poświęciła środki w ramach programu wspólnotowego PROGRESS.


5. Nieustannie wydłuża się długość ludzkiego życia. To dobrze. Jednak musimy mieć świadomość, że starzenie się społeczeństw generuje poważne problemy gospodarcze dla państw, a ich zlekceważenie grozi poważnym zagrożeniem dla stabilności ich budżetów.

Przed światową gospodarką pojawiają się coraz to nowsze wyzwania. Jednym z najpoważniejszych współczesnych problemów są ekonomiczne skutki wynikające z wydłużania się średniego czasu życia ludzi, ze starzenia się światowych społeczeństw. Śred­nia życia nieustannie wzrasta, a więc rośnie liczba emerytów, zmieniają się proporcje między liczbą tych, którzy wpłacają pieniądze do funduszy emerytalnych, a tymi, którzy otrzymują z nich comiesięczne emerytury. Także z roku na rok rosną wydat­ki na ochronę zdrowia coraz liczniejszej rzeszy emerytów. Jeśli do tego dodać to, że pojawiają się coraz to bardziej zaawan­sowane technologicznie lekarstwa i coraz doskonalsze procedury terapeutyczne, które są też coraz droższe to widać, że jest to znacznie poważniejszy problem gospodarczy a nawet polityczny, niż dotychczas sądzono, o czym przekonujemy się analizując także kolejne projekty polskich budżetów.

Opublikowane ostatnio prognozy wydatków na świadczenia społeczne wskazują, w jakim stopniu zasygnalizowany wyżej problem zagraża stabilności polskiej gospodarki. Wydatki publiczne na świadczenia społeczne w ciągu 15 lat wzrosną aż o 150%. Ten szacunek obejmuje wszystkie fundusze przeznaczane na ten cel (ZUS, KRUS i fundusze samorządowe). Wydatki na ten cel w 2005 roku wyniosły ponad 200mld zł, w tym roku wzrosną prawdopodobnie o dalsze 15 mld zł, a do 2020 roku ta kwota zwiększy się do ok. 500 mld zł. Głównymi składnikami tych wydatków są emerytury i renty oraz opieka zdrowotna. Obec­ne wydatki socjalne stanowią ponad 21% PKB, lecz należy liczyć na to, że utrzyma się wysoki poziom wzrostu gospodarczego i wskaźnik ten nie będzie nadmiernie wzrastał.

Zasygnalizowany problem to bardzo poważne zagrożenie także dla największej na świecie amerykańskiej gospodarki. W GLO­BAL ECONOMY pisaliśmy już o rosnącym zagrożeniu dla niej ze strony kosztów programów opieki społecznej. Koszty te w ostat­nich latach silnie wzrosły za przyczyną kolejnych decyzji amerykańskiej administracji (np. w ramach systemu pomocy dla osób starszych Medicare wprowadzono dodatki na leki). Zresztą oba amerykańskie programy Medicare i Medicaid (to program po­mocy dla ubogich) to prawdziwa "śnieżna kula" dla przyszłych amerykańskich finansów. W ocenie ekspertów programy związa­ne z ochroną zdrowia w najbliższych latach staną się największym problemem gospodarczym i politycznym Stanów Zjednoczo­nych.


6. Procesy demograficzne są dziś Jednym z najpoważniejszych problemów Japonii. Jest to kraj posiadający dziś nieco ponad 127 mln mieszkańców i mający największą na świecie średnią długość życia. To kraj, w którym w wieku 65 lat i starszym jest obecnie ponad 19,5% ludności kraju, a ludzi w wieku ponad 100 lat jest ponad 23 tysiące. Co prawda Japoński Narodowy In­stytut ds Ludności i Badań Społecznych przewidywał spadek liczby ludności kraju dopiero po 2007 roku, ale wiele wskazuje na to, że już obecny rok będzie krytyczny, czego potwierdzeniem jest ujemny przyrost naturalny w 2005 roku. W roku 2004 wskaźnik dzietności (ilość dzieci przypadająca na Japonkę) wynósł1,29 i był to czwarty, kolejny rok spadku wartości tego wskaźnika, a prognozy wskazują na możliwość jego dalszego spadku. Utrzymanie się tej sytuacji nie tylko grozi deficytem rąk do pracy. Poważnym zagrożeniem jest ciągle pogarszający się stosunek ilości ludzi będących na rentach i emeryturach do ilości ludzi aktywnych zawodowo. Wzrastają koszty wspomagania systemu emerytalnego i opieki zdrowotnej osób w podeszłym wieku i stają się coraz powa­żniejszym obciążeniem dla finansów państwa.


7. Stany Zjednoczone są gigantem gospodarczym. Nic nie wskazuje na to, by w dającej się przewidzieć przyszłości sytuacja ta uległa zmianie. Lecz bycie gigantem to także duża odpowiedzialność. Nie bez powodu do dziś funkcjonuje powiedzenie, że katar u dużego to grypa z powikłaniami u małego. Mieliśmy możliwość przekonać się o tym obserwując wzrastające problemy z coraz poważniejszą dziurą budżetową i coraz bardziej rosnącą nierównowagą w wymianie towarowej z zagranicą.
Szczególne zaniepokojenie wywołuje beficyt budżetowy który pojawił się znowu w USA od pierwszego roku prezydentury Busha Juniora i rośnie z każdym kolejnym rokiem. Nic też nie wskazuje na jakąś poważniejszą zmianę w tym zakresie w najbliższym czasie. Lecz prawdziwym zagrożeniem są nierozwiązane do dziś problemy z funduszami emerytalnymi. Nic dziwnego, że stan finansów publicznych i narastające zagrożenia ze strony funduszy na cele socjalne czynią, że wartość waluty amerykańskiej zmalała, maleje też zaufanie do niej jako do głównej waluty światowej.

Przyjrzyjmy się temu problemowi nieco uważniej. Social Security (bezpieczeństwo socjalne) to amerykański system emerytalny. Powstał przeszło 70 lat temu z inicjatywy demokratycznego prezydenta F. Roosevelta wkrótce po kryzysie gospodarczym, jako jeden z elementów programu Nowy Ład. Była to nowość, bo do tego momentu nie było w USA uniwersalnego systemu emery­talnego. Tworząc ten emerytalny fundusz zaraz po kryzysie gospodarczym zwrócono szczególna uwagę na jego bezpieczeństwo, więc składkowych pieniędzy nie inwestuje się aktywnie, czego rezultatem jest brak możliwości powiększania składkowego kapi­tału. To rozwiązanie było skuteczne przez kilkadziesiąt następnych lat. Lecz co będzie dalej?
W najbliższych latach zacznie przechodzić na emeryturę pokolenie powojennego wyżu demograficznego. Zacznie wzrastać liczba emerytów i będzie maleć liczba osób płacących składki emerytalne. Symulacje rozwoju sytuacji w Social Security wskazują na 2018 rok, w którym fundusz będzie musiał więcej wydawać, niż będzie otrzymywał ze składek. Jeśli nic się nie zmieni, to ok. 2042 roku fundusz zbankrutuje. Nie jest istotne, czy stanie się to w 2004 roku, czy pięć lat później. Istotne jest to, że teraz jest ostatni moment, by zmieniając zasady tworzenia tych funduszy uniknąć niebezpieczeństwa w nie tak odległej przyszłości.
Biały Dom zaproponował reformę. Jej istota jest podobna do polskiej reformy emerytalnej. Mają powstać indywidualne konta emerytalne i tzw. II filar, z którego pieniądze mają być aktywnie inwestowane. I tak ok. 30% indywidualnych składek emerytal­nych nie trafiałoby do państwowego funduszu, lecz na indywidualne konta, skąd trafiałyby na rynek akcji i obligacji (to też wa­żny cel administracji Białego Domu). Lecz konsekwencją takiego rozwiązania byłyby mniejsze (o 30%) wpływy do obecnego funduszu emerytalnego. Ten niedobór będzie musiał przez wiele lat pokrywać amerykański budżet, by zapewnić dotychcza­sowym i przyszłym emerytom obecny poziom świadczeń. Trzeba mieć świadomość, że mówimy tu o setkach miliardów USD. Je­śli amerykańska reforma emerytalna wejdzie w życie, a kraj będzie miał obecny poziom deficytu, to trudno wyobrazić sobie wszystkie konsekwencje tak dla amerykańskiej gospodarki, jak i dla gospodarki światowej......


UWAGI KOŃCOWE:

Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy w trakcie bardzo poważnych zmian demograficznych, o daleko idących konsekwencjach. Należy liczyć się z poważnymi konsekwencjami, a nawet zagrożeniami. My zwracamy uwagę tylko na trzy z nich:

  1. W krajach starzejących się społeczeństw, w budżetach wielu krajów mogą pojawić się duże napięcia, może spaść tempo wzrostu potencjalnego PKB przy założeniu, że nie będą podjęte niezbędne i skuteczne reformy.

  2. Powstaną poważne zagrożenia dla krajowych systemów emerytalnych i opieki społecznej. Według prognoz UE w wielu kra­jach „15” na skutek starzenia się społeczeństw poważnie wzrosną wydatki związane z emeryturami, zdrowiem i opieką społeczną. Może to zachwiać stabilnością budżetów państwowych.

  3. Wzrośnie proces migracji ludności. Zmieni się też struktura rynków pracy. Braki ludzi do pracy w krajach rozwiniętych spo­woduje powstanie zapotrzebowania, na które odpowiedzą imigranci z biednych krajów, którzy zaakceptują niższe wynagrodzenia, trudniejsze warunki pracy, w tym i dłuższy czas pracy.