|
Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Antonim Tajdusiem, rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, przewodniczącym Rady Nadzorczej Tauron Polska Energia. Rozmawiali: Magdalena Rusinek i Paweł Gniadek
-Jak będzie wyglądał mix energetyczny Unii Europejskiej? -W krajach Unii Europejskiej powinny być stosowane wszystkie rodzaje paliw do produkcji energii, także węgiel, o którym ostatnio źle się mówi, oraz oczywiście gaz, w tym gaz łupkowy. Wciąż nie wiadomo, ile jest w Polsce gazu łupkowego. Prognozy są bardzo różne, niektóre z nich mówią nawet o 5,3 bln m sześc. To mogą być bardzo złudne szacunki, ponieważ przygotowano je w oparciu o doświadczenia amerykańskie. Nikt jednak do końca nie wie, czy warunki geologiczne złóż w Polsce są identyczne jak w Stanach Zjednoczonych. Do tej pory w Polsce wykonano tylko jeden otwór, są już pierwsze pozytywne wyniki, kolejne są w trakcie wiercenia. Czy węgiel ma przyszłość jako paliwo energetyczne? W roku 2010 odnotowano na świecie wydobycie węgla kamiennego na poziomie ok. 6,7 mld ton, co oznacza, że wzrosło ono aż o 2,4 mld ton w ciągu ostatnich pięciu lat. Jeżeli węgiel byłby uważany za złe i schyłkowe paliwo, to wydobycie powinno maleć, a nie rosnąć. Za tak duży wzrost odpowiadają nie tylko Chiny, jak się powszechnie sądzi, ale także wiele innych krajów – m.in. Wenezuela, Indonezja, Indie czy Stany Zjednoczone. Nie wyobrażam sobie, aby bez tego paliwa można było rozwiązać problemy energetyczne świata, dlatego uważam, że Unia Europejska jeszcze przeprosi się z węglem, czego pierwsze oznaki już widać. Czy utrzyma on zatem swoją pozycję w strukturze paliwowej w Polsce? W ciągu najbliższych 20-30 lat zużycie energii w Polsce wzrośnie o blisko 50 proc. Udział procentowy węgla w produkcji energii będzie spadał, ale ilość spalanego węgla będzie rosła. Nie będzie to jednak przyrost gwałtowny. Obecnie zużywamy ok. 69 mln ton węgla rocznie, w przyszłości jego spalanie może wzrosnąć do ok. 80 mln ton. A co z negatywnym wpływem tego paliwa na środowisko? Każde ze źródeł energii ma wpływ na środowisko naturalne, nie tylko węgiel, ale i gaz ziemny. W przypadku spalania gazu ziemnego emisja CO 2 jest niższa niż z węgla, ale jeśli chodzi o oddziaływanie gazu, który nie został spalony i jest emitowany do atmosfery, to jest on o wiele bardziej agresywny niż CO 2. Obecnie trwają prace nad nowymi sposobami wykorzystywania węgla, które idą w trzech kierunkach. Pierwszy to wzrost sprawności bloków energetycznych. Jeszcze niedawno większość elektrowni w Polsce opalanych węglem miało sprawność ok. 30--31 proc. W ostatnich kilku latach oddano nowe jednostki w PAK , Łagiszy i Bełchatowie, gdzie sprawność przekracza 40 proc. Gdyby udało się podnieść sprawność we wszystkich elektrowniach do 45 proc., to zanotowalibyśmy automatyczny, znaczący spadek emisji CO 2. Trwają prace nad zwiększeniem sprawności elektrowni węglowych powyżej 50 proc. To wymaga rozwiązania wielu problemów technicznych, w tym zastosowania nowych materiałów odpornych na bardzo wysokie ciśnienia i temperatury. Kolejny kierunek to zgazowanie węgla metodą podziemną lub naziemną. W Polsce trwają prace nad zgazowaniem węgla pod ziemią, ale w naszych warunkach górotwór jest bardzo mocno popękany i zniszczony wieloletnią eksploatacją węgla. Szanse na to, aby na dużą skalę zgazowywać węgiel pod ziemią, są małe. Większe nadzieje wiążę ze zgazowaniem węgla na powierzchni. Nie jestem fanem węgla, ale zawsze byłem realistą. Nie mamy pewnych i stabilnych źródeł energii, które mogłyby zapełnić lukę powstałą po wyeliminowaniu energetyki węglowej. Dlatego trzeba zużywać węgiel w sposób znacznie bardziej przyjazny środowisku, żeby wpływ tego paliwa na otoczenie był jak najmniejszy. Węgiel jest też tańszy od wielu źródeł energii. Jak na razie oznak zmiany polityki energetycznej UE nie widać.Jeżeli UE całkowicie odejdzie od węgla, a reszta świata zwiększy jego zużycie, to będzie to działanie pozbawione sensu tak w aspekcie ekologicznym, jak i ekonomicznym. Wpływ UE na ograniczenie światowej emisji CO 2 jest minimalny. Obecnie widać, że poza Unią nikt nie chce światowego porozumienia ws. redukcji CO 2. Wskutek polityki energetycznej ceny energii wzrosną, co przełoży się w naturalny sposób na wzrost kosztów produkcji towarów. Szacuje się, że te koszty będą wyższe o ok. 5 do 15 proc. Jeżeli UE chce być nastawiana na eksport swoich produktów, to muszą one być w porównywalnej cenie do wyrobów produkowanych w innych częściach świata. W przeciwnym razie Unia może sobie zafundować niezły kryzys. Nie uważam jednak, że cenę energii należy obniżać za wszelką cenę, także kosztem zdrowia i życia obywateli. Trzeba znaleźć złoty środek. Moim zdaniem dwutlenek węgla nie jest tak groźny, jak się zwykło mówić. Dla mnie bardziej niepokojąca jest emisja pyłów oraz ich wpływ na najbliższe otoczenie elektrowni. Na rosnącą emisję CO 2 duży wpływ ma również zwiększająca się liczba samochodów, a średniej wielkości wulkan produkuje rocznie tyle tego związku, co wszystkie kraje UE . Warto więc zadać pytanie, czy emisja CO2 jest tak wielkim problemem, jak to się przedstawia. W historii Ziemi były okresy,gdy stężenie CO 2 było znacznie wyższe niż obecnie, a nie mieliśmy przemysłu. Problem globalnego ocieplenia jest związany nie tylko z emisją gazów, ale generalnie ze zużyciem energii. Np. w zimie w Krakowie temperatura jest wyższa nawet o 3-4 stopnie Celsjusza niż poza miastem, ponieważ tereny zurbanizowane są naturalnymi źródłami ciepła, ucieka ono z budynków, ulice są oświetlone. Miasta rozrzucone po całym świecie wpływają na ocieplenie temperatury na Ziemi. Wybranie jednego czy kilku czynników, które przyczyniają się do zmian klimatycznych, i zrobienie z nich straszaków to złe rozwiązanie. Jest bardzo wiele elementów mających wpływ na temperaturę i na środowisko naturalne. Jak Pan ocenia perspektywy rozwoju OZE? Część źródeł odnawialnych jest niestabilna, niektóre z nich, jak farmy wiatrowe czy instalacje fotowoltaiczne, są zależne od warunków pogodowych, a nie ma rozwiązań technologicznych pozwalających na szeroką skalę magazynować energię. Dopiero pojawiają się pierwsze próby rozwiązania tego problemu. Dlatego obecnie muszą istnieć moce rezerwowe, które zostaną uruchomione w chwili, gdy np. elektrownie wiatrowe nie będą pracowały. Moce rezerwowe to zazwyczaj elektrownie węglowe, gazowe lub opalane ropą naftową. Są bardziej stabilne źródła odnawialne, jak biomasa, z której można produkować energię niezależnie od warunków atmosferycznych, ale na rynku biomasy pojawiło się już bardzo wiele nieprawidłowości. Czasami bardziej opłaca się sprzedać drewno do elektrowni, która je spali, niż np. firmom produkującym meble. Widać, że rynek został popsuty. Co by Pan radził dziś młodym ludziom wybierającym się na studia? Jaki kierunek powinni wybrać? Kilka lat temu obserwowaliśmy niemal owczy pęd i rezygnację z tradycyjnych kierunków studiów na rzecz „nowoczesnych”. Na wielu uczelniach zlikwidowano techniczne i specjalistyczne wydziały. Efekt dziś jest taki, że poza AGH w Polsce nie ma ani jednego wydziału odlewnictwa, a dzisiejsze samochody w 50-60 proc. składają się z odlewów, w Polsce jest blisko 5 tys. zakładów odlewniczych. Poza AGH nie ma również wydziału wiertnictwa nafty i gazu, a obecnie jest bardzo duże zainteresowanie specjalistami w tej dziedzinie. Dwie z największych firm naftowych na świecie ufundowały AGH specjalistyczne oprogramowanie, jedna za 15 mln euro, druga za 20 mln euro, ponieważ chcą, abyśmy kształcili inżynierów wiertnictwa w oparciu o najnowsze rozwiązania i oprogramowanie. Jako jedyni w Polsce posiadamy także wydział ceramiki, która znajduje zastosowanie nie tylko w sektorze budowlanym, ale i jako biomateriały, wykorzystywane do produkcji np. sztucznych kości.Liczba chętnych na studia techniczne rośnie, co widzimy na przykładzie AGH. Jeszcze 12 lat temu na krakowskiej uczelni studiowało 18 tys. studentów, obecnie jest ich 36 tys. W roku 2011 chętnych do studiowania na AGH było 40 tys. kandydatów, przyjęliśmy 10,5 tys., z czego 7,5 tys. na studia dzienne.Wiele dobrych uczelni technicznych, jak politechniki – Warszawska, Wrocławska, Łódzka, Gdańska czy Śląska, dobrze sobie radzi i ma coraz więcej kandydatów na studia. Oceniamy, że w Polsce brakuje ok. 60--70 tys. inżynierów.
Polska Energia” Magazyn Grupy Tauron Nr 1 (39) Styczeń 2012 |