|
Sytuację sektora małych i średnich przedsiębiorstw tak w wymiarze ogólnokrajowym, jak i regionalnym, tak w aspekcie historycznym, jak i tym bardziej przyszłościowym, zdefiniować można jako zagrożoną szansę dokonania prawdziwego skoku cywilizacyjnego. Są o...
Nasza mała globalizacja
Sytuację sektora małych i średnich przedsiębiorstw tak w wymiarze ogólnokrajowym, jak i regionalnym, tak w aspekcie historycznym, jak i tym bardziej przyszłościowym, zdefiniować można jako zagrożoną szansę dokonania prawdziwego skoku cywilizacyjnego. Są one niewątpliwie szansą, bowiem tylko małe, prężne firmy, otwarte na nowoczesne know-how, skłonne do szybkiego podejmowania ryzyka, na które wielkie koncerny potrzebują dni i miesięcy, są w stanie przekształcić gospodarkę w system wydolny, sprawny, generujący zysk po stronie producentów i satysfakcję po stronie odbiorców. Jest to jednak szansa w stanie zagrożenia, gdyż firmy te - zwykle pozbawione znacznego zaplecza kapitałowego- przynajmniej w polskiej rzeczywistości gospodarczej narażone są na wahania koniunktury ekonomicznej, na kaprysy niestabilnego i antyprzedsiębiorczego systemu podatkowego. One też najszybciej odczuwają poszerzanie się sfery ubóstwa, ogarniającego coraz większe kręgi społeczeństwa, co bezpośrednio przekłada się na popyt, ten zaś określa poziom zyskownej produkcji lub działalności usługowej. Zasygnalizować te dwie kwestie należy, by podkreślić, iż strategia rozwoju sektora MSP, wszystkie aspekty prawne, organizacyjne, ekonomiczne z tym związane nie są li tylko sprawą teorii i praktyki small-business'u. Są w istocie ważnym elementem strategii społecznej Polski. Zysk bez satysfakcji to tylko kwestia liczby zer na koncie przedsiębiorcy. Zysku tego nie będzie, jeśli klienci, którzy codziennie weryfikują kondycję przedsiębiorców, będą musieli ograniczać swe potrzeby, a tak stać się może, jeżeli zabraknie nam wizji tworzenia państwa równych szans i gospodarki równych praw.
Wobec perspektyw integracji z Europejską Wspólnotą, co przeorze naszą gospodarkę, ale też i mentalność klientów, musimy mieć świadomość, iż sektor małych i średnich przedsiębiorstw dozna wielkiego szoku, iż sami przedsiębiorcy jeszcze w swej milionowej masie nie są przygotowani na podjęcie wyzwań przyszłości. Musimy zdawać sobie także sprawę, że w Polsce dopiero tworzy się system otoczenia biznesu, prawny i ekonomiczny system sprzyjający przedsiębiorczości. Liczba banków i ich przedsiębiorstw, liczne organizacje samorządu gospodarczego, wielość towarzystw ubezpieczeniowych i powstające instytucje venture capital, państwowe i samorządowe agencje promocji gospodarczej - ta ogromna liczba już działających instytucji - wciąż jest zbyt daleko od przeciętnego przedsiębiorcy. Sytuację tę pogarsza nierównomierne rozmieszczenie geograficzne tych instytucji, które podążają zwykle tam, gdzie już nieźle jest rozwinięta sieć przedsiębiorstw (np. regiony przy zachodniej granicy, województwa mazowieckie i śląskie), natomiast niewiele ich jest w regionach, które najbardziej potrzebują instytucji wsparcia, kreowania i promowania przedsiębiorczości, czyli w pasie Polski wschodniej.
Można oczywiście powiedzieć, że nikogo nie wolno zmuszać do korzystania z oferty doradczej czy promocyjnej. Oczywiście - jest to słuszny pogląd. To jednak od osób, które dziś tworzą system otoczenia biznesu, zależy, by elementy nowoczesnej edukacji menedżerskiej trafiały do powszechnego obiegu także w regionach obecnie zacofanych, lecz przecież posiadających potencjalne możliwości rozwoju, które trzeba tylko umiejętnie zdefinijować. Warto, by instytucje zadbały o miejsce w programach nauczania dla podstaw przedsiębiorczego myślenia, by było ono transmitowane przy okazji każdego kontaktu istniejących instytucji obsługi biznesu z przedsiębiorcami, by kultura i etyka biznesu uwzględniały w pełnym zakresie prawdę, jaką odkrywa przyszłość, a mianowicie, iż gospodarka XXI wieku będzie gospodarką korzystającą z niewyczerpanych zasobów wiedzy. To zobowiązuje przede wszystkim nas - tych, którzy postanowili służyć idei przedsiębiorczości.
Myśleć globalnie i działać lokalnie, czy myśleć uniwersalnie i działać skutecznie?
Efekty nadrabiania dystansu cywilizacyjnego będą w Polsce najbardziej widoczne w dziedzinie gospodarki - w tym najdynamiczniej zmieniającym się obszarze implantowane będą wszystkie zdobycze cywilizacji, a ich konsumentami będą bez wyjątku i wielkie koncerny globalne i małe firmy działające w lokalnych środowiskach, lecz potencjałem technik informatycznych, pozwalających im w każdej chwili przejść do ofensywy rynkowej w dowolnej części globu. Najtrudniej będzie o to w obszarze przedsiębiorczości rolniczej - jeśli wolno użyć tu takiego neologizmu. Tam bowiem nasze zaniedbania, nasz dystans do cywilizowanego i ekspansywnego świata efektywnie działających gospodarek, jest największy i niektórzy ekonomiści zakładają nawet dystans kilku pokoleń, by dojść do poziomu rozwoju najsłabszych obecnie państw Unii Europejskiej. To jednak problem nie tyle teorii biznesu, co narodowej strategii rozwoju regionalnego, gdzie wmontowane muszą być tak ekonomiczne, jak i społeczne dźwignie przyśpieszonego rozwoju tych obszarów.
Możliwość wejścia w globalny układ producentów, usługodawców i z drugiej strony klientów nie będzie dotyczyła całego sektora MSP, wszystkich firm usługowych i produkcyjnych, bowiem wiele z nich rację istnienia upatrywać może jedynie w swoim najbliższym otoczeniu. Mieć szansę, jaką stwarza technika, to jednak czuć się członkiem międzynarodowej wspólnoty przedsiębiorców, to przejmować z całą konsekwencją tworzącą się nową jakość.
Modny jest dziś slogan, że nowoczesny przedsiębiorca powinien myśleć globalnie, a działać lokalnie. Nie dajmy się jednak zwieść urokowi sloganów. Nowoczesny przedsiębiorca musi: myśleć uniwersalnie, czyli kategoriami wszechdostępnej wiedzy, natomiast działać po prostu skutecznie.
Gospodarcza "e-demokracja", czyli nowa gospod@rka
Telebanking, telepraca, IT, network economy - to już nie tylko hasła ze słownika. To otaczająca nas rzeczywistość, to - co więcej - rzeczywistość, rozwijająca się w geometrycznym tempie. Fakty te muszą doprowadzić do rewolucji kulturowej, jednak przede wszystkim skutki tych procesów będą widoczne w gospodarce, w zarządzaniu produkcją i konsumpcją, w sferze usług. To, co wczoraj było domeną literatury fantastyczno-naukowej, dziś staję się standardem dla małych i wielkich firm.
Polska wchodzi w epokę "kapitalizmu cyfrowego" (określenie Petera Goltza) ze wszystkimi konsekwencjami. Zwrot techniczny musi być skorelowany ze zwrotem edukacyjnym, bo inaczej nowoczesna technika dostępna będzie tylko dla ambitnych i wytrwałych jednostek, zaś pozostanie niedostępna i obca przez to dla szerokiej rzeszy podmiotów i przedsiębiorstw, których ociężałość w dziedzinie postępu wiedzy i umiejętności może stać się przyczyną regresu we wszystkich sferach życia. Powrócić tu trzeba do hasła zrównoważonego rozwoju regionów i ich mieszkańców, abyśmy nie budowali przyszłości kraju na enklawach hi-tech'u, resztę pozostawiając niejako w skansenie zaścianka.
Edukacja stanie się kluczem do sukcesu - edukacja pojmowana jako system kształcenia, który leży w obowiązkach państwa i edukacja pojmowana jako indywidualna skłonność jednostki do pomnażania zasobów swej wiedzy.
Nawet z przysłowiowego zaścianka zdolna i kreatywna młoda jednostka może się wyrwać na niezmierzone wody informacji, która dostarczy jej impulsu do zmiany swej kondycji. Świat otwierający się za jednym przysłowiowym kliknięciem komputerową myszką to nie jest już świat obcy, niedostępny, od którego dzielą nas tysiące kilometrów, setki granic. To świat wdzierający się w naszą małą stabilizację poprzez internetowe portale. Jest niezmierzony, a zarazem mały jak monitor naszego domowego komputera. Gdziekolwiek jesteśmy, kimkolwiek jesteśmy -techniki sieciowe narzucają nam reguły nowej e-demokracji, a ta skutkuje także w innych dziedzinach życia. Gospodarcza demokracja, którą wymuszą pokolenia wychowane dla gospodarki wiedzy - czy to się komuś podoba, czy nie! - stworzą także nowe ramy biznesu, który nazwać można najprościej, a stosując nieco zabiegów literniczych -nową gospod@rką. Ta liternicza zabawa oznacza w istocie rewolucję w prowadzeniu i planowaniu biznesu - oznacza konieczność pogodzenia się z wirtualnymi wyzwaniami przyszłości, jakie niesie XXI wiek.
Rozwiązanie dylematu "małe i średnie, duże czyli: firm@ wirtualna
Zasługą, jaką mogę sobie bez cienia fałszywej skromności przypisać, jest upowszechnienie pojęcia "cybercop", czyli firmy przyszłości", działającej w wymiarze wirtualnym. Wirtualny przy tym nie znaczy tyle, co jeszcze kilka lat wcześniej, czyli nierzeczywisty, sztuczny, sztucznie wykreowany. Wirtualny, to dziś pojęcie oznaczające tyleż formę przekazu, co jego zasięg, a także w dużej mierze treść. Firma wirtualnie działająca, to zatem firma zorganizowana z wykorzystaniem wirtualnych technik, lecz w efekcie - na styku z klientem - dostarczająca w pełni produkt mierzalny. Organizacja firmy, procesy decyzyjne, komunikacja wewnątrz firmy umieszczona jest na poziomie wirtualnym, czyli w cyberprzestrzeni, lecz ostatnie ogniwa realizacji jej misji twardo stąpają po ziemi, bo tam jest miejsce dla materialnych efektów działania firmy. Są jednak i takie cybercopy, które także w zakresie swych produktów i sposobów ich transmisji do klienta pozostawiać zawsze mogą firmą "sieciową" - tak zdarzyć się może przy usługach konsultingowych, prawniczych, przy projektowaniu nowych technologii.
W istocie więc dylemat, przed którym stoją firmy o tradycyjnym modelu funkcjonowania lub też takie, które z różnych powodów nie są obecnie zdolne podjąć trudu redefinicji swojej misji w perspektywie globalnej gospodarki, dla firm o nowoczesnym modelu, wychylonym już w przyszłość- nie istnieje. Miarą rynkowej pozycji firm XXI wieku w mniejszym stopniu będzie ich wielkość (małe, średnie, duże). Te pozycję określać będzie ich umiejętność poruszania się w przestrzeni wirtualnej, czyli zdolność do bycia firmą wirtualną.
Wnioski czyli: nasza mał@ globaliz@cja
Perspektywy tego procesu zależą od szeregu czynników wewnętrznych i zewnętrznych, z których najistotniejszym jest jednak zdolność polskich elit (intelektualnych, nie zaś pojmowanych w tradycyjnych kategoriach stratyfikacji społeczeństwa!) do podejmowania wyzwań przyszłości. Lęk przed ryzykiem, przed "nieznanym", ksenofobia będą powodować erozję postępu. Czy jednak temu procesowi można się przeciwstawiać w nieskończoność? Z pewnością nie, bo byłaby to nieodpowiedzialność i krótkowzroczność. Przyszłość niesie nieprzewidywalne wyzwania dla nas wszystkich, a przez to dla małych i średnich firm.
Niezależnie jednak od praktycznego kontekstu ich działania -kontekst rzeczywisty, ten, jakiego na co dzień nie dostrzegamy, a jaki w istocie decyduje o ich funkcjonowaniu, kontekst prospektywny wymusi uznanie rewolucyjnej prawdy, a mianowicie: choć odwiedzają nas wciąż ci sami klienci, przecież naszymi klientami są w istocie wszyscy ludzie, blisko i daleko mieszkający - taką szansę daje nam informatyczna, powszechna przestrzeń komunikacji.
Choć nasza firma jest pod względem wielkości obrotów, liczby zatrudnionych, wysokości zysków "liliputem", to przecież możemy ją przenieść jednym kliknięciem komputerowym myszki w globalny wymiar - taka jest nasza mała globalizacja: prawdziwe wyzwanie dla inwencji, wyobraźni i naszych przedsiębiorczych działań.
Dr Jan Klimek jest, profesorem w WSZMiJO w Katowicach, posłem na Sejm, prezesem Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości
Artykuł publikujemy za zgodą SRS ORDYNACKA
Publikacja została zaprezentowana na konferencji
pt. ALTERNATYWA DLA ŚLĄSKA
zorganizowanej w listopadzie br. przez SRS ORDYNACKA... |