|
Z JANEM OLBRYCHTEM – Posłem do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczącym Komisji Rozwoju Regionalnego PE – rozmawia Jacek Broszkiewicz – Rozwój cywilizacyjny jest najczęściej postrzegany tożsamo z wygodnym życiem. Skupiska ludzkie wymagają sprawnego zarządzania na różnych poziomach, w gminach, ale przede wszystkim w miastach średniej i dużej wielkości. Zapewnienie właściwego poziomu usług municypalnych to jedno z pierwszoplanowych zadań samorządu. Pojawiają się jednak ciągle nowe wyzwania...
– To prawda. Moim zdaniem sprawa jest na tyle poważna, że wymaga szerokiej debaty na temat polityki miejskiej w Polsce i zagranicą. Z jednej więc strony konieczne jest zaprzęgnięcie do tego zadania najwybitniejszych ekspertów światowych zajmujących się tą sferą, z drugiej zaś skonfrontować ich dorobek ze światem praktyki, czyli przedstawicielami samorządów lokalnych. I w tym przypadku, podobnie jak rzecz się ma z koniecznością jak najściślejszej współpracy środowisk naukowych z gospodarką, niezbędny jest transfer najnowocześniejszych rozwiązań w dziedzinie zarządzania społecznościami miejskimi właśnie tam, gdzie polityka miejska jest realizowana. Dlatego tak ważne jest upowszechnianie najlepszych przykładów radzenia sobie z problemami – typowymi zresztą dla każdej części świata. Miasta są centrami administracyjnymi, finansowymi, usługowymi dla regionów i całych krajów, często mają wymiar kontynentalny. Dlatego ich prawidłowy rozwój i zarządzanie nimi ma kolosalny wpływ na życie miliardów ludzi. Dyskusja na ten temat nabiera szczególnego znaczenia w czasach kryzysu, bowiem to właśnie w miastach ogniskują się jego skutki, a konsekwencje społeczne najczęściej skupiają się na władzach lokalnych i stawiają przed nimi coraz to nowe problemy do rozwiązania. – Polskie miasta liczą przede wszystkim na dotacje unijne pomocne w rozwiązywaniu najpoważniejszych kwestii, zwłaszcza związanych z infrastrukturą techniczną ich funkcjonowania. To bardzo drogie przedsięwzięcia i – co tu dużo mówić – ich finansowanie z kieszeni podatników bogatych krajów UE coraz częściej, właśnie w w nich, w czasach kryzysu budzi protesty...
– Nie tylko z tego powodu Komisja Europejska zamierza zmienić sposób myślenia o funduszach unijnych. W skrócie chodzi o odchodzenie od dotacji na rozwój regionalnych – oczywiście w tym i miast – a preferowanie inżynierii finansowej. Nie ukrywam, że ten pomysł jest na razie bardzo źle odbierany przez środowiska samorządowej w całej unijnej Europie. To całkiem zrozumiałe, bo dotacje z UE to stosunkowo prosta i wygodna sprawa niż wchodzenie w kredyty i pchanie się w różnego rodzaju zobowiązania wobec instytucji finansowych. Chciałbym jednak podkreślić i przestrzec, że w perspektywicznie, nawet do roku 2020 kwestia odchodzenia od dotacji na rzecz inżynierii finansowej jest w Unii Europejskiej praktycznie przesądzona. Zatem już teraz przedstawiciele władz zarządzających obecnie i w przyszłości polskimi miastami muszą to wziąć pod uwagę. Z pewnością zmiana polityki unijnej w tej sferze pociągnie za sobą konieczność weryfikacji długofalowych strategii rozwoju polskich miast. To jednak wcale nie oznaczać musi zmniejszenia tempa. Wręcz przeciwnie. Jeśli w sposób twórczy, wykorzystujący najlepsze w świecie rozwiązania z zakresu zarządzania miastami, na przykład korzystając z wzorców amerykańskich, gdzie inżynieria finansowa od dawna jest podstawowym narzędziem prowadzenia skutecznej polityki miejskiej – to okaże się, że perspektywy rozwojowe rozszerzają się, a nie zacieśniają. – Czy inżynierię finansową można kojarzyć z partnerstwem publiczno-prywatnym?
– Oczywiście. Zaprzęgnięcie sektora prywatnego w relacje ekonomiczne z samorządami to jedno z głównych narzędzi owej metody. To kwestia związana ze sprawowaniem władzy przedsiębiorczej, korzystającej z doświadczeń z zarządzania biznesem. To najskuteczniejszy sposób generowania środków ( w biznesie – zysków) pozwalających na realizację podstawowych, ale i nie tylko funkcji miast, zwiększających ich atrakcyjność inwestycyjna, zwiększających potencjał, ale i możliwości skutecznych działań na rzecz społeczności lokalne, Słowem, skuteczne pozyskiwanie pieniędzy przy pomocy inżynierii finansowej zwiększa szanse uporania się z najtrudniejszymi do rozwiązania problemami, ale rozsądne ich wydatkowanie powoduje szybszy rozwój cywilizacyjny i polepszenie warunków życia mieszkańców.
– Wspomniał Pan o niechęci wobec tej propozycji? Miasta boją się zadłużać? – Tak. Niby to kwestia drugoplanowa, ale tak naprawdę najwyższej wagi. Ma ona wymiar mentalny. Strach przed zadłużeniem, podjęciem ryzyka finansowego poprzez wejście w rozmaite legalne i transparentne układy finansowe – już samo w sobie wywołuje lęk. Układ – słowo na całym świecie mające wydźwięk pozytywny, kreatywny – w Polsce jest kojarzone pejoratywnie, wywołuje strach. To dlatego jest ono głównym „hamulcowym” rozwoju. Trzeba zrobić wszystko, by przenieść w niebyt fałszywą przesłankę, że światem rządzi korupcja i niegodziwość ujęta w „układy”. Oczywiście na drodze odchodzenia od dotacji jesteśmy dopiero na jej początku. Musimy wymyślić mechanizmy inżynierii finansowej lepsze od tych, które dzisiaj są znane i stosowane w świecie. Odchodzenie od dotacji unijnych wiąże się z potrzebą dania większej samodzielności samorządom, bo nie można w nieskończoność tolerować sytuacji, w której z jednej strony Komisja Europejska jest przedmiotem krytyki, za to, że daje za mało, z drugiej zaś za to, że ośmiela się szczegółowo kontrolować sposób wydatkowania pieniędzy unijnych podatników. Wszyscy więc krytykują brukselską biurokrację nie zdając sobie sprawy z faktu, że powstała ona w wyniku przyjęcia metody dotowania setek tysięcy projektów. Uważam, że jedyną drogą uniknięcia takiej sytuacji, spowodowania zmiany na lepsze jest wykreowanie nowych mechanizmów inżynierii finansowej. W wielu polskich miastach są ludzie, którzy myślą na ten temat bardziej odważnie niż urzędnicy w Brukseli, albo nawet posłowie w Strassburgu. Objawia się to w skutecznym organizowaniu życia miast. W tworzeniu podmiotów prawa handlowego – nawet w niesprzyjających prawnie okolicznościach – z udziałem kapitału gmin, po to tylko, by ludzie mogli żyć wygodniej. Na szczęście nie wszyscy ulegli psychozie strachu i obawy przed posądzeniem ich o udział w nieszczęsnym „układzie”. Są odważni, bo uczciwi, mają wizję i poczucie służby. Są drożdżami, z których wyrośnie nowe, lepsze jutro. Dlatego wierzę, że ta nowa propozycja będzie sukcesem. – Dziękuję za rozmowę. |