|
Świat od zawsze był konkurencyjny. W tym świecie od wieków konkurują ze sobą ludzie, zespoły, firmy, kraje, grupy krajów i chyba w dającej się przewidzieć przyszłości nic tego nie zmieni. Jej celem są zawsze jakieś korzyści wynikające z wygrania rywalizacji z konkurentem. Teraz te procesy konkurencyjne mają w coraz większym stopniu globalny charakter i dotyczą praktycznie wszystkich dziedzin życia społecznego. Tę rywalizację i jej rezultaty z całą ostrością widzimy codziennie w sferze gospodarczej. W drugiej połowie XX wieku przemiany doprowadziły do powstania dwóch rywalizujących ze sobą centrów polityczno-gospodarczych położonych po obu stronach Atlantyku. Ich rywalizacja jest czymś normalnym, chociaż w ostatnich latach można było nawet mówić o wzroście ostrości konkurencji między unijną Europą, a Stanami Zjednoczonymi. W tej sytuacji podpisanie umowy między Brukselą i USA, której celem ma być pogłębienie współpracy transatlantyckiej zastanawia. Warto więc wiedzieć, w jakich sprawach osiągnięto zgodność poglądów, a w jakich obszarach utrzymują się różnice. Warto też zastanowić się co skłoniło rywali do negocjacji i warto obserwować przyszłe skutki podpisanych dokumentów...
Obecnie Europa i Stany Zjednoczone są dla siebie bardzo ważnymi partnerami gospodarczymi. Roczna wymiana gospodarcza między Unią Europejską, a USA znacznie przekracza 3 bln USD rocznie i stanowi to dziś ok. 40% handlu światowego, a europejski eksport do Stanów Zjednoczonych generuje 14 mln miejsc pracy. Jednak eksperci już od lat wskazują na to, że istnieją jeszcze bardzo duże, niewykorzystany rezerwy w tej współpracy. Wydaje się, że obecnie główną przeszkodą w rozwoju transatlantyckiej wymiany gospodarczej są tzw. bariery pozataryfowe i kwestie regulacyjne. Wychodząc z tego punktu widzenia nie powinna być zaskoczeniem informacja, że kierownictwa obu czołowych centrów polityczno-gospodarczych świata - Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej zdecydowały się na uczynienie kolejnego kroku na rzecz zlikwidowania tych barier, wspierania wzrostu gospodarczego, konkurencyjności i otwartości gospodarczej oraz tworzenia nowych miejsc pracy. Ten krok tak przez polityków, jak i obserwatorów światowej sceny gospodarczej został oceniony jako próba wzmocnienia gospodarki transatlantyckiej. Omawiając szczyt Unia Europejska – Stany Zjednoczone w obszarze gospodarczym skoncentrujemy się na dwóch dokumentach -porozumieniach: POROZUMIENIE GOSPODARCZE Podczas szczytu UE - USA w końcu kwietnia br podpisano ramowe porozumienie o wzmocnieniu transatlantyckiej integracji gospodarczej, który jest dokumentem wskazującym kierunek, w jakim zamierzają działać oba kierownictwa polityczne. Jego wyjątkowość (jak na dokument polityczny) polega na tym, że określa on nie tylko intencje i zobowiązania gremiów politycznych, ale dotyczy bezpośrednio spraw interesujących pracodawców, przedsiębiorstwa i konsumentów po obu stronach Atlantyku. Komentatorzy omawiając ten dokument jako ilustrację ukazują w pierwszej kolejności jak długą i kosztowną drogę muszą przejść producenci, by ich produkty znalazły się na rynku po drugiej stronie Atlantyku. Ich zdaniem logika gospodarcza podpowiada, że jeżeli strony są zainteresowane rzeczywistym rozwojem współpracy gospodarczej, to powinny w pierwszej kolejności działać na rzecz zmniejszenia istniejących barier regulacyjnych i zapobiegać powstawaniu nowych. Trudno bowiem znaleźć uzasadnienie dla innych norm techniczno-eksploatacyjnych w USA i w UE nie tylko dla samolotów i samochodów, ale także środków farmaceutycznych i kosmetycznych, sprzętu elektrycznego czy elektronicznego itp. Nie ulega wątpliwości, że skuteczne działania w tym duchu winny zmierzać do usunięcia zasygnalizowanych wyżej przeszkód i zmiany te mogą mieć istotny wpływ na wzmocnienie transatlantyckiej integracji gospodarczej. Innym problemem, który utrudnia rozwój współpracy gospodarczej jest wieloletni spór o sposoby ochrony własności intelektualnej (w pamięci mamy konflikt np. o zapisy ustawowe dotyczące ochrony rozwiązań w oprogramowaniu komputerów). W większej skuteczności działań w tym zakresie są dziś zainteresowane obie strony. Piractwo ma coraz większy zasięg, jest coraz bardziej widoczne w dziedzinach innowacyjnych, deformuje ono procesy konkurencyjne i zmniejsza dochody dysponentów innowacyjnych rozwiązań. Ważnym problemem czekającym rozwiązania jest także przyjęcie jednolitych standardów regulujących rynki finansowe. Nie znajdują uzasadnienia obecne różnice w tych standardach w sytuacji, gdy w ramach coraz bardziej rozwijających się procesów globalizacyjnych następuje szybka konsolidacja światowych rynków finansowych. Logika podpowiada, że najważniejsze zasady w tym zakresie winny być ujednolicone, a trzeba je opierać na najlepszych, sprawdzonych rozwiązaniach. Podobne działania winny sprzyjać rozwojowi inwestycji. Szacuje się, że wartość wzajemnych inwestycji osiągnęła poziom 2 bln USD. Ten obszar współpracy gospodarczej jest tym ważniejszy, że partnerzy są zainteresowani rozwojem działalności inwestycyjnej, bo one stwarzają możliwość dużego wpływu na wzrost gospodarczy i tworzenie nowych stanowisk pracy. Podsumowując ten unijno-amerykański szczyt wszyscy komentatorzy stwierdzają, że bazą rozmów w sferze gospodarczej były uniwersalne wartości liberalnej gospodarki jak: wolny rynek, poszanowanie praw własności, otwartość na inwestycje oraz jasne i przewidywalne uregulowania prawne. By zrealizować powyższe zadania, postanowieniem transatlatyckiego szczytu w sferze gospodarczej powołano wspólną komisję przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Na jej czele ma stanąć Günter Verheugen. Szacuje się, że jeśli uda się wprowadzić w życie planowane zmiany, to dochód narodowy USA i Unii Europejskiej jednorazowo zwiększy się o 3,5% (prawie o bilion USD). Warto teraz zadać sobie pytanie: czy to porozumienie jest realizowalne, bo że jest sensowne, to sobie już powiedzieliśmy. W obecnych warunkach sprawa realizacji tego porozumienia nie wydaje się jednak tak pewna. Obecny deficyt USA w handlu z Unią Europejską przekracza 100 mld USD, wzrost gospodarczy USA wyraźnie spadł poniżej 2%, utrzymuje się też presja inflacyjna, wysoki jest też deficyt budżetowy i handlowy. Obecny skład amerykańskiego Kongresu jest bardzo wyczulony na każdą niekorzystną zmianę sytuacji gospodarczej USA i sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Może się więc okazać, że ta koncepcja natrafi na opór tych amerykańskich polityków, którzy w szerszym otwarciu swojego rynku będą upatrywać potencjalnych przyczyn dalszych, niekorzystnych zmian w gospodarce, osłabiających równowagą finansową kraju i dalszą likwidację milionów dobrze płatnych miejsc pracy. Mimo zgłoszonych wątpliwości w sprawie umowy dot. „wzmocnienia transatlantyckiej integracji gospodarczej”, proponuję na przyszłe rezultaty szczytu spojrzeć z pewną nadzieją. Jest to niewątpliwie jakiś postęp. Jednak radzę też nie zapominać o tym, co w dalszym ciągu dzieli transatlantyckich partnerów, a są to: utrzymujące się duże sprzeczności w stanowiskach w sprawie redukcji subwencji rolnych (chodzi o impas w negocjacjach w w sprawie liberalizacji światowego handlu prowadzonych w ramach WTO). Brak kompromisu w tej sprawie powoduje, że kraje rozwijające się nie będą mogły eksportować żywności do krajów rozwiniętych, walka z globalnym ociepleniem (USA nie chcą na ten temat podjąć żadnych zobowiązań, bo ich zdaniem spowolni to ich wzrost gospodarczy) polityka energetyczna (Unia zamierza rozwiązać go sama, bez udziału USA). POROZUMIENIE W SPRAWIE „OTWARTEGO NIEBA W trakcie szczytu podpisano także i to porozumienie. Ten dokument przyjęty przez USA i UE to umowa o pełnej liberalizacji połączeń lotniczych przez Atlantyk. Zawarte w nim zobowiązania na pewno wejdą w życie, bo podpis amerykańskiego prezydenta nie wymaga ratyfikacji przez Kongres. Rozmowy poświęcone tej tematyce toczyły się w cieniu poważnego sporu między Airbusem i Boeingiem, wspieranego przez Brukselę i Waszyngton. Lotnictwo i produkcja sprzętu lotniczego to nie tylko wielki biznes, ale też znakomita wizytówka poziomu techniki i technologii. Nic więc dziwnego, że tak Unia Europejska jak i Stany Zjednoczone wszelkimi sposobami wspierają swoje flagowe koncerny lotnicze. Te sposoby wspierania ich rozwoju nierzadko przekraczają granice wyznaczone prawem i międzynarodowymi umowami, czego wynikiem są obecnie rozpatrywane powództwa wobec obu konkurentów przed trybunałem WTO. Także wielkim biznesem jest transport lotniczy. O dostęp do tego rynku walczą liczni przewoźnicy i o ustalenie nowych reguł trwała kilkuletnia batalia. Dotychczas np. połączenie między Nowym Jorkiem i Londynem było wewnętrzną sprawa USA i Wielkiej Brytanii. Z londyńskiego Heathrow do USA można dziś latać tylko liniami British Airways i Virgin Atlantic (to firmy brytyjskie) albo United Airlines i American Airlines (z USA). Obowiązujące dotąd rozwiązania skutecznie chroniły interesy dotychczasowych przewoźników (np. Brytyjczycy obsługiwali 47% ruchu lotniczego między USA i Wielka Brytanią). Teraz wejdzie w życie nowa umowa pomiędzy USA i UE, na mocy której prawo do lotów między dowolnymi miastami USA i UE daje wszystkim europejskim i amerykańskim liniom lotniczym. Będzie ona obowiązywała od marca 2008 roku. Likwiduje ona uprzywilejowaną pozycję dotychczasowych przewoźników, dopuszcza do rywalizacji nowych, stwarza szansę podniesienia poziomu usług i obniżki cen. Z linii transatlantyckich rocznie korzysta 50 mln pasażerów i jest to ok. 60% światowego rynku. Prognozuje się, że na tych liniach w ciągu najbliższych pięciu lat ruch lotniczy zwiększy się o 44%, liczba pasażerów wzrośnie o 26 mln, a do obsługi nowych przelotów powstanie 80 tys. miejsc pracy. W porozumieniu między USA i UE osiągnięto kompromis także w innych spornych sprawach, ale trudno powiedzieć, czy jest on trwały. Np. przyjęto rozwiązanie, że unijne firmy będą miały prawo nabyć ponad połowę udziałów w liniach lotniczych USA lecz ich prawo głosu będzie ograniczone do 25%, co eliminuje tych nawet większościowych inwestorów z prawa podejmowania strategicznych decyzji! Możliwość zastosowania takiego samego rozwiązania zastrzegła sobie w umowie także Unia. Jest w nim też wyraźne ustępstwo na rzecz USA, bo amerykańskie linie będą mogły swobodnie latać także między miastami europejskimi. Tej możliwości nie będą mieć firmy europejskie! Powyższe porozumienie jest rozwiązaniem cząstkowym, bo negocjacje będą trwały dalej, od początku 2008 roku. Jednak przyjęto klauzulę, że jeśli do połowy 2010 roku nie dojdzie do pełnego, zrównoważonego porozumienia, to UE zastrzega sobie prawo wycofania się z tych koncesji na rzecz USA. UWAGI KOŃCOWE Studiując informacje i komentarze związane ze szczytem unijno-amerykańskim radzę zadać sobie pytania, które w mojej ocenie nasuwają się same: czy nadszedł już czas, kiedy politycy po obu stronach Atlantyku będą lojalnie realizować koncepcję zintegrowanej gospodarki transatlantyckiej, jak przyjęte rozwiązania wpłyną na światowy handel, jaki wpływ na atmosferę tych rozmów oraz ich tempo mają zaszłe w ostatnich latach zmiany na mapie światowej gospodarki. Szczególnie na to ostatnie pytanie warto zwrócić uwagę. Może się okazać, że dynamiczny wzrost oraz ekspansja chińskich towarów na światowych rynkach oraz zagrożenie podążającej za nimi hinduskich usług to klucz do zrozumienia obecnego ocieplenia w stosunkach transatlantyckich. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że tak USA, jak i UE nie radzą sobie w konkurencji z chińskimi towarami, czego wynikiem jest gigantyczny deficyt, a coraz więcej dobrze płatnych miejsc pracy nawet w coraz bardziej zaawansowanych usługach przenoszonych jest do Indii. |